The buffalo wind is blowing...
RSS
czwartek, 25 grudnia 2008

Wczoraj i dziś...

Nie przestaję jednak mieć tej głupiej nadziei, że kiedyś Święta będą takie, o jakich marzę. Takie, jakie powinny być...

13:00, dziewczyna.z.nikad
Link Komentarze (6) »
środa, 11 czerwca 2008

Przez najbliższy miesiąc muszę:

- przygotować się do dwóch egzaminów

- dokończyć pracę licencjacką

- wyprowadzić się z mojego pięknego mieszkanka (to w ciągu tygodnia)

- zaplanować wakacyjną włóczęgę

A tu jeszcze praca, zawody, imprezy rekonstrukcyjne...

To jest niewykonalne.

12:14, dziewczyna.z.nikad
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 02 czerwca 2008
Nienawidzę siebie.
21:46, dziewczyna.z.nikad
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 czerwca 2008

Oni czują, że ja odejdę...

A ja czuję, że ich zawodzę...

Teraz, kiedy się znamy, kiedy wiem o nich tak dużo.. A przynajmniej o wielu z nich.

I przejmuję się. A., który siedzi 48 godzin w areszcie.. S., który ma sprawę sądową, a "akurat" jest na pewno niewinny.. W., który wciąż ma myśli samobójcze.. I., która pracuje do 23-ciej na mięsnym.. I próbuję ich przekonywać, by nie rzucali szkoły, ani nie zamieniali technikum na zawodówkę.. Pocieszam dziewczyny w sprawach sercowych.. Wysłuchuję ich problemów w domach.. Ech.. A potem nie mogę tego tak poprostu zapomnieć. Przełączyć się na swoje sprawy.. Wszystko się miesza.. Życie zawodowe z prywatnym, praca z czasem wolnym, smutki z radościami.

I wybieram egoizm. Zakończę ten jakże ciekawy etap życia w czerwcu. Będę za nimi tęsknić.. Mam wyrzuty sumienia..

Ale wybieram też przygodę. Kolejne przygody :)

14:03, dziewczyna.z.nikad
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 maja 2008

Rynek w W....

Wieczór...

Kawa po staropolsku...

Cygaretka...

Przechodzący ludzie...

Światła...

Muzyka...

i ja...

13:47, dziewczyna.z.nikad
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 maja 2008

   Zawsze tak wszystko podsumowuję.

   Wszystko co się kończy albo nie udaje.

   Że mam miłe wspomnienia.

   Albo, że to kolejne doświadczenie.

   Ostatnio wiele rzeczy się nie udaje...........

11:43, dziewczyna.z.nikad
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 kwietnia 2008

   Chciałabym to kiedyś wszystko opisać. Te wszystkie usłyszane od ludzi historie. Ich własne, bądź jeszcze innych osób. Te wciągające opowieści, intrygujące epizody, różne pomysły na życie, inspiracje...

   Ale nie tu. Może kiedy indziej, na innym blogu...

   "No a czasem jestem jak kolorowy ptak

    Jak ptak

    Patrzę w dół na góry

    Patrzę w dół na góry...

    No a czasem jestem jak jednej nocy kwiat

    Jak kwiat

    Dmucham na chmury

    Dmucham na chmury..."

   Mówią, że jestem odważna. Czyż nie widzą, że jestem po prostu głupia? Ani jednej nowej literki w pracy licencjackiej... Za to mnóstwo przygód. Kolorów.

Niebieski szalik, niebieska torebka, niebieskie trampki, niebieskie niebo...

Białe wino, biała herbata, biała sukienka, białe chmury...

Żółty ser, żółty talerzyk, żółte żonkile, żółte słońce...

   Nadmorskie lodowiska, górskie twierdze, kolejne nowe miejsca zwiedzone, kolejne bankiety, nowe pola bitew, nowe znajomości...

   No i rozkręciłam się w autostopowaniu. Podkręciłam rekord z kilkudziesięciu do kilkuset kilometrów. Przełamałam ciężarówkową blokadę. Jechałam m.in. "Kabanosem" i "Biedronką".

   :)

23:27, dziewczyna.z.nikad
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 marca 2008

   Tylko jeden wieczór....

   A może aż...?

   :(

00:49, dziewczyna.z.nikad
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 marca 2008

   Na wczorajszym knajpianym spotkaniu dowiedziałam się ile nie pamiętam z imprezy. Hehe... Przede wszystkim tego, że gryzłam jednego kolegę tak, że pozostał mu spory ślad... hm.. To już nie pierwszy raz, że kogoś gryzłam...

   J. mówi, że jestem dzika. Rozbraja go moja "nietykalność", kiedy w różnych wygłupach ja podskakuję i wrzeszczę na dotknięcie jakiejkolwiek części ciała (nie tylko boków). Tak już mam. Nic nie poradzę...

   Ostatnio naprawdę czuję się "dzika" w każdym tego słowa znaczeniu... Martwi mnie to trochę. Dobrze się z tym czuję, ale mnie to martwi. Ciągłe podkreslanie swojej indywidualności, cieszenie się z niezależności, dziwactwa i robienie na złość nawet samej sobie (choćby tym, że żyję). Przekora i knąbrność. Od dziecka byłam outsiderką to fakt. Widać - nie przeszło mi i pewnie nie przejdzie.

   I tej damsko-męskiej sfery życia też to dotyczy. Znów włączył mi się mechanizm uciekania. Wczoraj, jak tylu osobników rzucało mi porządliwe spojrzenia miałam ochotę im wydłubać te oczy. A temu, co chciał się ze mną umówić, podałam zły numer telefonu. Nie chcę nikogo. Nie chcę się z nikim spotykać.

   Może to strach, że przestanę być sama sobie sterem, żeglarzem i okrętem?.. Nie wiem. Zastanawia mnie tylko jedno: jak to się stało, że tamten jeden raz dałam się usidlić? Że ten jeden, jedyny raz byłam zakochana?

   Teraz nie szukam. I nie chcę też być znaleziona.

12:38, dziewczyna.z.nikad
Link Komentarze (3) »
wtorek, 25 marca 2008

   Urocze święta. Takie kiedy doceniam wolność, którą sama sobie sprezentowałam wyprowadzając się z domu. Święta bez święconki, kurczakowego terroru, wszelkich przymusów. Codzienna jazda konna, śniadanie jak każde inne zjedzone przed komputerem, spokój....  Tylko ja i wielki gmach szkoły. Budynek, w którym normalnie znajdują się prawie dwa tysiące osób... A teraz tylko ja, w moim mieszkanku mieszczącym się pod tym wielkim dachem tego wielkiego, poniemieckigo gmachu o grubych murach z czerwonej cegły. Kiedyś bym go nienawadziła, teraz go kocham :) Choć pomyślałam też, że gdyby wkradł się tu jakiś morderca, to nikt by nawet nie usłyszał mojego krzyku...

   A w niedzielę świąteczne imprezowanie w starych dobrych klimatach... Długowłosi mężczyźni, kobiety w czerni, metal i... pomieszanie wódki z winem. Wygłupy takie, jakbyśmy byli gimnazjalistami:) Bosko.

09:43, dziewczyna.z.nikad
Link Komentarze (2) »
środa, 19 marca 2008

   Nie mam czasu nawet się zastanowić.

   Ostatni raz kiedy mogłam, to było w Anglii, w podróży...

   Podróż... Była cudowna i to przede wszystkim nie dzięki temu, co zwiedziłam, zobaczyłam, bądź sobie kupiłam, ale dzięki poznanym ludziom i właśnie wielu przemyśleniom. Było mi to potrzebne. A każdy dzień... niestety skrył się przed blogiem w papierowym dzienniku.

   A od powrotu urwanie głowy... Wiele spraw i jeszcze dodatkowych stresów, jak ratownicy pogotowia zabierający mi z lekcji do szpitala uczennicę na noszach...

   Tłumaczenie w Warszawie na Finale Pucharu Świata poszło dobrze. Widziałam się z Bratnią Duszą.

   A studia prawdopodobnie zawalone. Czy się przejmuję?

   Nie.

11:48, dziewczyna.z.nikad
Link Komentarze (4) »
czwartek, 31 stycznia 2008

   W euforii niesamowitej jestem ostatnio. A wszystko zaczęło się od kolejnego miłego weekendu, przedłużonego zresztą. Najpierw był P. i miłe chwile z Martuuhą, a w drodze powrotnej gadanie z mamą, która przyjechała mnie odwiedzić w moim małym miasteczku. W niedzielę byłyśmy u mojego wierzchowca, którego w końcu uruchomiłam, a potem zwiedzałyśmy miasteczko, które było na trasie. Baszty, mury, ratusz, kościół i stary cmentarz, czyli to, co tygryski lubią najbardziej:) A później spotkanie bractwa rycerskiego na twierdzy, po którym mamina stwierdziła, że mam talent do tańców średniowiecznych;) A w poniedziałek, po lekcjach, kontynuacja weekendu, czyli zwiedzanie innych pobliskich miejscowości. Krzywe wieże, ruiny zamku jednego i  drugi, gdzie indziej, w niezłym stanie oraz parę innych atrakcji:)

   No ale najważniejszy powód mojej ekscytacji: Jadę do Anglii na trzy tygodnie w lutym!!! Znajomy złożył mi propozycję nie do odrzucenia. Zabieram się z nim i jeszcze kimś samochodem. On funduje paliwo i prom w zamian za towarzystwo i pewną pomoc. Noclegi u jego znajomych, więc tylko na jedzenie trzeba będzie wydać. No i czeka mnie zwiedzanie też!!! Więc jestem nakręcona niemożebnie ;) Szczegóły wyprawy opiszę wkrótce. Albo po powrocie ;)

23:09, dziewczyna.z.nikad
Link Komentarze (3) »
środa, 30 stycznia 2008

"Since you've been gone I can do whatever I want

I can see whomever I choose (...)"

"I can put my arms around every boy I see"...

albo tak:

"Flames to dust, lovers to friends

Why do all good things come to an end..?"

:)

02:40, dziewczyna.z.nikad
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 stycznia 2008

   Z poślizgiem, bo wczoraj pocieszałam znajomego wraz z flaszką paskudnego alkoholu;)

   W zasadzie nie wspomniałam też wam o poprzednim weekendzie i to może być dobra okazja, by podsumować oba:)

   Tydzień temu w sobotę wybrałam się na wycieczkę do dwóch pobliskich miejscowości. Wspięłam się na jedną większą górkę i kilka pomniejszych, oglagałam zameczek, kościoły, cmentarze i inne takie. No i jechałam pociągiem przecudną trasą wystawiając cały czas łeb za okno:) Góry, lasy, tunele, wiadukty... A w niedzielę tradycyjne spotkanie bractwa rycerskiego:)

   Tak dla ścisłości, to wolny miałam też weekend dwa tygodnie temu, który to spędziłam u moich Aniołków we W. i zaszalałam na wyprzedarzach;) A w niedzielę byłam z S. u mojego bezrobotnego wierzchowca.

   No ale teraz najważniejsze - ostatnia sobota i niedziela:

   W sobotę była oczywiście studniówka, więc nic specjalnego wcześniej nie zrobiłam. Wyspałam się, poczytałam, porobiłam zaległe tłumaczenie, no i szykowałam się:) A poszłam w końcu z niedawno poznanym kolegą. I trzeba przyznać, że był wymarzoną osobą towarzyszącą:) Miał świetny garnitur, sportowe autko, nie pił po to, żeby mnie odwieźć spowrotem, zabawiał cały czas i rozśmieszał, no i świetnie tańczył. Nie muszę już chyba wspominać, że przystojny też był;) (Ale serce nie sługa, ech.......)

   Na studniówce bawiłam się więc świetnie i śmiałam z pewnych ironii losu..

   A w niedzielę, po odespaniu, wybrałam się na długą wycieczkę po okolicy (7-10 km.). Moim celem była pewna zalesiona góra i tam też spędziłam większość czasu cudownie się relaksując. Ech... Jeszcze raz przypomniały mi się wnioski, którymi podzieliłam się z M. jakiś czas temu. Że prawdopodobnie to własnie prawie codzienne bycie na łonie natury (konno najczęściej) pozwoliło mi przetrwać różne trudy życia w B. jeszcze zanim się wyprowadziłam. Naprawdę, wsród drzew, wiatru moje myśli nabierają innego rytmu. Wdychałam cudowne powietrze, patrzyłam na piękną panoramę mojego miasteczka i otaczających go gór, łaziłam między drzewami, pod gałęziami, po górkach, kamieniach i liściach nie przestając się zachwycać:) Najwazniejsze jednak, że miałam mnóstwo pozytywnych myśli, nadzieję w oczach i ciepło w sercu:)))

   A wczoraj zakwasy... ;)

18:19, dziewczyna.z.nikad
Link Komentarze (2) »
środa, 16 stycznia 2008

   Ta notka miała powstać zanim jeszcze wydarzyło się to co się wydarzyło. No, ale nic. Będzie po prostu trochę dłuższa...

   Życie skłania mnie do wielu refleksji ostatnio... Dorosłe życie. Teraz już tak. Wiele elementów mojego życia było już od długiego czasu "dorosłych"... Jednak dopiero ostatnio...ostatnio jakoś tak czułam się jak bohaterka jakiegoś "Seksu w małym mieście" czy czegoś podobnego... Nie sądziłam, że w prawdziwym życiu może być podobnie... Tymczasem całe zamieszanie związkowo-miłosno-rozstaniowe dzieje się teraz wokół mnie w moim miasteczku (i nie tylko) i jest też moim udziałem... Wielu znajomych jest "po przejściach", są tacy, co się zdradzają, tacy, co rozstają po kilkunastu latach wspólnego życia, tacy co się kochają mimo różnicy wieku, tacy po rozwodzie i innych rozczarowaniach, co już nie chcą się zaangażować. Zamieszania pełno i nie jest to coś, co napawa mnie optymimem. Wręcz przeciwnie. I trudno mi zaakceptować, że to norma, że tak się po prostu dzieje i ja muszę z tym żyć, licząc się też z możliwością "porażek" na tym gruncie.

   No i u mnie się pozmieniało.... Ech.... Dziwnie się czuję. Mam swego rodzaju wyrzuty sumienia - że poczułam ulgę, kiedy postanowiliśmy z M. o tym, że wrócimy do przyjaźni... Wierzę, że to się uda:) Teraz jednak dużo sobie rozmyślam... Nie da się ukryć, że czuję się troszkę nieswojo z tą świadomością, że już jestem "wolna". Miło było czasami przypomnieć sobie, że gdzieś tam, jest ktoś kto kocha, pamieta i tęskni. To już jednak przeszłość. I tylko w tym przypadku bilans wychodzi "tak średnio". Bo generalnie to wiem, że tak jest lepiej. Przypominam sobie litry łez wylanych i patrzę na nadgarstek i się w tym upewniam. Po prostu nie wyszło. Zdarza się. Jednak.... nie żałuję:) Mam też miłe wspomnienia, niektóre nawet bardzo:) Poznałam lepiej siebie. Wiem już też dokładniej czego chcę i jak sobie wyobrażam pewne rzeczy. No i przede wszystkim: poznałam czym jest prawdziwa miłość, już nie powiem nikomu, że "jeszcze nigdy nie byłam zakochana". Mam myśli, że "mogło być fajnie", miałam różne piękne wizje. Jednak teraz wiem, że i tak by nie wyszło, a bilans całości jednak nie był zbyt korzystny. Męczylibyśmy się tylko. Więc dobrze się stało:) Choć nie da się ukryć, że jeszcze się oswajam z sytuacją i tymi różnymi myślami. Najważniejsze jednak, co sobie powtarzam, to że jest możliwe, że te różne moje wizje się kiedyś urzeczywistnią. Znowu pojawi się ktoś kto przytuli i powie "Kocham cię". Jeszcze będę szczęśliwa... Jeszcze będę do kogoś biegła i całowała na powitanie...

"Jeszcze będzie przepięknie"...

:)

20:21, dziewczyna.z.nikad
Link Komentarze (4) »
niedziela, 13 stycznia 2008

   Niby "tylu facetów się kręci wokół mnie" (no dobra - nie "niby"), ale akurat na ten konkretny dzień za tydzień żadnego nie mogę sobie zorganizować... :/ A to wyjazdy, a to sesja, a to cośtam...

   Niech to.

   Wyjdzie na to, że pójdę ze znajomym, choć wolałabym inną opcję... No ale i tak powinnam się cieszyć, że idę na tę studniówkę. Bo zostałam zaproszona przez jedną z klas, które uczę, no i dlatego, że na swojej nie byłam:) To będzie mój absolutny debiut studniówkowy;)

21:48, dziewczyna.z.nikad
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 07 stycznia 2008

   Miałam ostatnio swoją pierwszą w życiu hospitację;) Trochę stresu było przyznaję. Jednak dyro nieźle mnie zaskoczył kiedy to sobie później omawialiśmy. To znaczy prawie same superlatywy były;))) No i najciekawsze.. Teraz mam umowę na czas określony, czyli do konca tego roku szkolnego.. Wcześniej dyro mówił, że nie wie jak będzie dalej i nie może nic obiecać. Natomiast po tej hispitacji zaproponował mi dalszą pracę w tej szkole:) Miłe, nie powiem.

   Powiedziałam to dzieciakom, najpierw tym, z którymi prowadziłam lekcję podczas hospitacji, bo oczywiście były ciekawe jak poszło. No i zaczęło się... "Ojej! Super! Niech pani zostanie! Chcemy mieć z panią dalej lekcje" i inne formy próśb, błagań i perswazji.. ;)))

20:53, dziewczyna.z.nikad
Link Komentarze (4) »
środa, 02 stycznia 2008

Bilans powrotu z O.:

- śliczne cudo, które zawiesiłam na ścianie

- inna sliczna rzecz, która siedzi na moim palcu

- pozostała zawartość kolorowych torebek

- wydane dwa szaliki i parę innych drobiazgów

- login na naszej-klasie

- wylane kolejne łzy

- nieprzespane noce

- obejrzane filmy

- kilka nowych kresek na nadgarstku

- niepewność

17:57, dziewczyna.z.nikad
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 grudnia 2007

   Oglądałam ostatnio z kumplem po raz kolejny "Króla Artura". Bardzo lubię ten film. Zawsze lubiłam fragment, w którym Guinevere mówi: "What tomorrow brings we cannot know"...

   Tym razem jednak utkwiło mi w pamięci, jak mówiła: "I belong to this land".....  Ech... Jak bardzo żałuję, że ja nie mogę tak powiedzieć... Z jednej strony lubię moje podróże wszelakie, zmiany miejsca zamieszkania itp. Z drugiej jednak brak mi tej możliwości identyfikacji z jakimś miejscem... Chciałabym móc powiedzieć: "Jestem stąd", "To jest moja ziemia", "To jest moja mała ojczyzna, moje miejsce na świecie"...

   Niestety... Jestem dziewczyną z nikąd...

   A po głowie błąka mi się wciąż przepiękna pieśń śpiewana przez Vanorę. Znalazłam cały jej tekst...

Land of bear and land of eagal

Land that gave us birth and blessing

Land that called us ever homewards

We will go home across the mountains

(chorus)

We will go home, we will go home

We will go home across the mountains

We will go home, we will go home

We will go home across the mountains

Land of freedom, land of heroes

Land that gave us hope and memories

Hear our singing, hear our longing

We will go home across the mountains

(chorus)

Land of sun and land of moonlight

Land that gave us joy and sorrow

Land that gave us love and laughter

We will go home across the mountains

(chorus)

When the land is there before us

We have come home across the mountains

We will go home, we will go home

We will go home across the mountains

11:49, dziewczyna.z.nikad
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 grudnia 2007

   I jak gdyby nigdy nic się udało... Ostatnio byłam już tym zdenerwowana... Nie chciała mi się otworzyć strona, gdzie dodaje się nowy wpis. Nie wiem, czy tylko ja miałam takie problemy. Tak czy siak opóźniło to jeszcze o tydzień publikację notki i zniechęciło do blox'a. Znów będę opowiadać o tym, co miało miejsce w poprzednim tygodniu... Choć i tak w zasadzie większość jest aktualna...

   Po powrocie z P. czułam się fatalnie, więc w zeszły poniedziałek rano postanowiłam zdobyć L4, bo czułam, że nie jestem w stanie prowadzić lekcji... Niestety, tak jak się spodziewałam, były z tym różne perturbacje, bo przecież nie jestem stąd, nie jestem zameldowana itd.... A gorączka rosła... W kolejce do lekarza czekałam prawie trzy godziny. Trzy godziny półprzytomnej męki... Kiedy mnie szturchnęli, że już moja kolej, stało się to, czego mogłam się spodziewać: wstałam, zakręciło mi się w głowie i zemdlałam. Miałam 39 stopni. Ale najważniejsze, że dostałam L4 i receptę na antybiotyk, a resztę dnia przespałam.

   We wtorek to mi się nawet po zakupy nie chciało iść... Właśnie kiedy jestem chora doskwiera mi samodzielne życie... Brakuje kogoś, kto by zrobił zakupy, przyniósł herbatkę do łóżka... No ale nic. Mogłam ponadrabiać trochę zaległości. Czytałam, pisałam, rysowałam, dziergałam, spałam...

   Co do pisania właśnie, to wstyd się wam przyznać, ale zamiast na bloga produkuję teraz tony słów do zeszytu i w mailach... Jeden dość gruby zeszyt już praktycznie pełen... Ech...

   A co do czytania, to sięgnęłam między innymi po moją starą, ulubiona książkę pt. "Almanach leśnych junaków i wędrowników"... I tak mi się tęskno zrobiło za wyprawami w teren, zarówno pieszymi, jak i konnymi. I za żarem ogniska i harcerskimi piosenkami... Ech...

   Za to w ten weekend byłam u A. w Ł.:) I było jak za dawnych, dobrych czasów...

   Już czuję święta w powietrzu... Tak się nie mogę doczekać O. Ale muszę też wspomnieć, że moje miasteczko wyglada uroczo:) Te różne lampki, szopka, lodowisko, choinka przed ratuszem i nie tylko. No i bożonarodzeniowy jarmark;)

   Oby tylko przetrwać ten tydzień, kiedy jest tak wiele do zrobienia jeszcze...

16:52, dziewczyna.z.nikad
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 grudnia 2007

Setki słów...

Setki kilometrów...

Setki łez...

08:29, dziewczyna.z.nikad
Link Komentarze (4) »
wtorek, 13 listopada 2007

   Już miesiąc minął od ostatniej notki... Chyba jednak od skasowania poprzedniego bloga już nie jestem taka uzależniona...

   Prorocze było moje stwierdzenie o dziwnych dniach... Faktycznie takie były...

   Była też najgorsza noc mojego życia..................

   I tyle zamieszania z pracą... Ale chyba znalazłam swoje miejsce, przynajmniej na razie. Uczę angielskiego jako stażystka:) A moi uczniowie są niewiele młodsi ode mnie;)

   I chyba znalazłam moją drugą połówkę:)

   I to właściwie jest jedyne najistotniejsze zdanie, które miało się tu znaleźć. I na tym można by zakończyć.

   Ale chyba jednak chcę się jeszcze rozpisać troszkę;)

   M. był u mnie ostatnio na kilka dni. I było cudownie:) Całowaliśmy się na cmentarzu i takie tam.. ;)

   Mam jednak trochę żalu do losu, że mieszka tak daleko. Choć chwile, kiedy się widzimy są fantastyczne. Były chwile w T., u mnie w miasteczku, w B., będą w W., potem P. i O. gdzie jadę na święta.

   Setki, setki kilometrów........

    ["(...)always the years between us, always the years. Always the love. Always... THE HOURS."]

   Byłam też ostatnio w mieście, z którego się wyprowadziłam rok temu... Mój pokój zakurzony, z pajęczynami... Różne rzeczy się poprzypominały... Z radością wracałam do mojego małego miasteczka, które tak pokochałam:)

   Pewnie niektórzy z was, co czytali mnie w moim poprzednim - kolorowo-ulubionym wcieleniu, są nieźle zdziwieni czytając o zmianach, jakie zaszły w moim życiu:) Zaiste różni się diametralnie od życia, które wiodłam przez ostatnich kilka lat. Nowe miejsce, nowa praca, miłość...

   Może w końcu wszystko się ułoży...

   Może.

00:21, dziewczyna.z.nikad
Link Komentarze (7) »
czwartek, 11 października 2007

   Tak powiedział P. kiedy siedzieliśmy w samochodzie zaparkowanym na wzgórzu przy jednym takim pensjonacie.. Rozpościerał się widok na całe miasteczko... A raczej - tylko na światła. P. powiedział, że lubi tam przyjeżdżać kiedy ma kiepski humor. Dziś kiepski humor mieliśmy oboje... P. przez kłopoty z F. A ja....

    "Kiepski humor", to delikatne określenie. Czarny humor bardziej by pasował. Opowiedziałam P. dowcip z wczorajszego wieczora... Że w żadnym ze sklepów otwartych w tej mieścinie po 18-tej nie było żyletek. Byłam chyba w siedmiu miejscach po drodze do S. Szłam do niego, choć to miała być moja pierwsza noc spędzona "na swoim". Ale wiedziałam, że będąc sama zwariuję. Odezwał się we mnie instynkt samozachowawczy jednak... Po drodze rozmowa przez telefon z M...... A jak już doszłam do S., to i tak się rozryczałam... Choć myślałam, że wypłakałam już cały zapas łez... A tymczasem nie mogłam przestać łkać. Głowa mi pękała. Oczy już potwornie bolały. Tabletki przeciwbólowe popiłam winem. Już drugi kieliszek piłam.. Jednak to wszystko nie pomagało. Poszłam do łazienki licząc, że znajdę tam jakieś żyletki w S. przyborach do golenia. Miał niestety tylko takie gotowe ostrza - wymienne wkłady.. Udało mi się jednak do tego dobrać. Wygięłam plastik o umywalkę i wyciągnęłam cieniutkie ostrze. Parę cięć i już było lepiej... Krew... Potem co prawda S. i G. się trochę przestraszyli i zdenerwowali, ale nie jakoś strasznie... A ja w końcu przestałam płakać... Przyszła ulga..

   Dzisiaj był dziwny dzień..

   Kolejne też takie pewnie bądą..

   Ciągle słucham "Dreaming My Dreams".......

23:42, dziewczyna.z.nikad
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 października 2007

   Wysadziliśmy dzisiaj telewior.  :)

   To moje któreś-z-kolei pierwsze zdanie tej notki.

   Pierwsze z nich brzmiało:

   "Już trzeci dzień pada."

   Jednak od tego czasu dużo się wydarzyło. Jak i w trakcie tych deszczowych dni... A także przed nimi..

   Teraz pogoda jest lepsza. Czasem niebo jest zachmurzone, czasem świeci słońce. Pada niewiele.

   Wracając do telewizora... ;) Właściwie to S. i G. go wysadzili strzelając do niego z małej armaty, a ja patrzyłam z zatkanymi uszami:) S. i G. to jedni z moich nowych - nienowych znajomych stąd. Nowych - nienowych, bo poznanych jeszcze przed przeprowadzką.

   Tak... Przeprowadziłam się po raz kolejny. Może ostatni..? Zakochałam się w tym mieście. I w tym regionie też. I już tyle się wydarzyło...

   Tydzień w zimnie i bez ciepłej wody w wiosce pod miasteczkiem... Tydzień u S. spędzony na poszukiwaniach nowej pracy i mieszkania..., po tym jak musiałam uciekać od mojego szefa, który okazał się być oszustem i chamem... Pięć dni z osobą, która mogłaby być moim przyszłym mężem...(pojawił się o kilka lat za wcześnie) Kilka miłych dni w pracy, kiedy robiłam to, co kocham i kilka fatalnych... Wyprawa w teren w deszczu... Świetne popołudnia i noce spędzane bądź na imprezach z fantastycznymi ludźmi (głównie w F. lub M.), bądź na oglądaniu filmów przy winie i paluszkach.. :)

   Ludzie... Są cudowni. To dzięki nim przemknęły mi już przez głowę nieśmiałe mysli, że... Że może znalazłam w końcu swoje miejsce na Ziemi?...

14:58, dziewczyna.z.nikad
Link Dodaj komentarz »